Wycieczka promem z Polski do Oslo? Tak, to jest możliwe. W dodatku można zwiedzić także Kopenhagę. Wystarczy skorzystać ze wspólnej oferty Polferries i DFDS Seaways, by wybrać się w podróż, która jest równie atrakcyjna jak rejsy na cruiserach. Zwiedzenie dwóch skandynawskich stolic, przemierzenie jednego z najbardziej ruchliwych szlaków morskich świata, relaks na pokładzie, świetna kuchnia, rozrywka. To samo, ale za mniejsze pieniądze. A zabierając ze sobą rower, można mieć nawet więcej: swobodę w odkrywaniu uroków obu metropolii.
Niedziela, godz. 22.00, Świnoujście Za chwilę prom Polferries wyruszy w nocny rejs do Kopenhagi. Nasze uwolnione od sakw bicykle zostały kilka pokładów pod nami, tuż przy furcie dziobowej. Idziemy do promowej restauracji, by coś przekąsić i lampką wina uczcić początek podróży. Poniedziałek, godz. 06.30, Sund Czyste niebo w bulaju wskazuje, że „Pomerania” zostawiła front atmosferyczny za rufą. Widać już Øresundsbroen – jeden z największych mostów świata. Pora na śniadanie. Restauracyjny bufet zaopatrzony solidnie – za 25 zł można zjeść ile dusza zapragnie i wzbogacić organizm o taką porcję kalorii, by starczyła na kilka godzin rowerowej eskapady. Przed dziobem potężna bateria wiatraków wyrastających wprost z morza. To znak, że wkrótce „Pomerania” wykona zwrot i rozpocznie manewr wejścia do portu. Godz. 08.30, Kopenhaga Jesteśmy na terminalu przy ulicy Dampfærgevej 30, jakieś 2 km na północ od pałacu Amalienborg. Rozstajemy się z sakwami, które lądują w samoobsługowym schowku. Mamy czas do 16.00 – z tego samego miejsca będziemy okrętować się na prom do Oslo. Nasze bicykle ruszają żwawo znajomym szlakiem – najpierw na nabrzeże Langelinie, gdzie cumują ogromne cruisery, a potem do Małej Syrenki. Nie tak łatwo wypatrzeć ją z daleka. Ale gdy przypłynie cruiser, z którego wysypie się kilka turystycznych oddziałów, wystarczy kierować się w stronę tłumu na nabrzeżu. Tym razem trafił się batalion Amerykanów i pluton mieszany ze wschodniej Azji. Przejeżdżamy przez cytadelę, mijamy fontannę Gefion i w kilka chwil jesteśmy przed pałacem Amalienborg, gdzie przy ołówkopodobnych strażnicach niestrudzenie pełni wartę królewska gwardia. Kolejny przystanek to wypełnione kolorowym tłumem nabrzeże Nyhavn. W stronę Christianii Przez Strøget – główny deptak stolicy – ciężko się przebić. Zresztą na rowerach nie wolno tu jeździć. Zostawiamy je przy Amagertorv. Plac pulsuje gwarem kawiarnianych rozmów, dodatkowych decybeli dostarczają artyści ulicy i hałaśliwa grupa pacyfistów. Po krótkim popasie, pokonawszy podnoszony most Knippelsbro, jedziemy ku kopenhaskiej Operze. Wreszcie cel wypadu – Christiania. Dzielnica oryginałów, niebieskich ptaków, wagabundów, buntowników, nieudaczników, ćpunów i… artystów. Jak na eksperymentalno-występny kwartał jest tu nad wyraz spokojnie. Tylko wymalowane na ceglanych murach zakazy fotografowania świadczą, że jakieś zasady tu jednak obowiązują. Godz. 16.00, terminal w Kopenhadze Powtórnie meldujemy się na Dampfærgevej 30. Obok „Pomeranii”, przy sąsiedniej kei pojawił się biało-niebieski olbrzym. To „Pearl Of Scandinavia”. Przez rufę wjeżdżamy na przepastny pokład samochodowy i po rozkulbaczeniu rowerów suniemy windą na pokład nr 9, gdzie czeka na nas kabina. Minęła 17.00. Nawet nie poczuliśmy, że płyniemy. Wraz z innymi pasażerami wylegamy na pokład widokowy. Wygląda to tak, jakbyśmy odpływali wieżowcem. I chyba nie ma w tym przesady, bo „Pearl” ma 11 pokładów. Godz. 18.00, Sund Płyniemy środkiem jednego z najruchliwszych szlaków morskich świata. Niedawno minęliśmy morską twierdzę Middelgrundsfort, teraz defilujemy obok wyspy Ven. To tu miał swoje obserwatorium genialny astronom Tycho Brahe. Pół godziny później jesteśmy w gardle Sundu. Tylko cztery kilometry dzieli tu brzegi Szwecji i Danii. Po prawej szwedzki Helsingborg, po lewej duński Helsingør ze słynnym Kronborgiem – Zamkiem Hamleta. Pochowany w Darłowie król Eryk I Pomorski właśnie w tym miejscu wzniósł w XV w. pierwszą twierdzę, by pod jej osłoną gnębić cłem kupieckie frachtowce. Gdy dzieci szaleją w jednej z przeznaczonych dla nich stref, rodzice mogą skorzystać z wolnocłowych zakupów. Ponieważ Norwegia pozostaje poza Unią Europejską, handel wolnocłowy kwitnie w najlepsze. W nocy pozostawiamy po prawej Göteborg – dalej już tylko Skagerrak i Norwegia. Wtorek, godz. 08.05, Drøbak Najwęższe miejsce Oslofjordu. Na przegradzającej wąską cieśninę skalistej wysepce wzniesiono twierdzę Oscarsborg. 9 kwietnia 1940 r. Oscarsborg przeistoczył się w norweskie Termopile. Idącą w porannej mgle niemiecką eskadrę inwazyjną ostrzelały trzy forteczne armaty kalibru 280 mm. Na dno poszedł krążownik „Blücher”, dobity dwiema torpedami wystrzelonymi z podwodnej wyrzutni. Oberwał też ciężki krążownik „Lützow”. Życie straciło tu ponad 800 niemieckich marynarzy i żołnierzy desantu. Dzięki załodze Oscarsborga król i rząd zyskali bezcenny czas na ewakuację. Za Drøbak rozpoczynają się wspaniałe krajobrazy, choć nawigacyjnie jest to bardzo skomplikowany akwen – prom wyraźnie zwalnia. Jeszcze kolejny wiraż i na horyzoncie pojawia się biała plamka skoczni Holmenkollen. Godz. 09.30, Oslo Wieżowiec dobił do brzegu tuż przy zamku Akershus. Wytaczamy rumaki i już po chwili wjeżdżamy na reprezentacyjne nabrzeże Aker Brygge. Śmigamy obok Ratusza, jadąc do centrum informacji turystycznej przy Fridtjof Nansen Plass 5, gdzie odbierzemy karty rabatowe Oslo Pass. Warto je mieć. Wśród głównych profitów jest swobodne korzystanie z komunikacji miejskiej, wstęp do kilkudziesięciu najciekawszych obiektów plus liczne rabaty. Mkniemy slalomem przez zatłoczony deptak Karl Johans Gata, mijając parlament. Z przyjemnością chłoniemy specyficzną atmosferę tego miasta, będącą mieszaniną europejskiego blichtru i prowincjonalnej sielskości. Po obowiązkowej zmianie warty przed pałacem królewskim następnym przystankiem jest Park Vigelanda. Kto tu nie trafi, nie był w Oslo. Na stacji kolejki Majorstuen zostawiamy rowery i z Oslo Passami w garści pakujemy się do „1”. Po 21 minutach mozolnej wspinaczki, kolejka dowozi nas do Holmenkollen. Jak to dobrze, że nie przyszło nam do głowy wjechać tu bicyklami! Zadzieramy głowy – przed nami kolebka skoków narciarskich! Tą samą windą, która woziła Adama Małysza, wjeżdżamy na szczyt skoczni Holmenkollen. Widok na tor zjazdowy, próg i rozległą panoramę miasta zapiera dech. Niestety, czas goni. Na dole zwiedzamy fantastyczne Muzeum Narciarstwa i maszerujemy do kolejki. Godz. 16.00, terminal w Oslo Rowery w ładowni, a my wracamy do naszej kabiny, gdzie zostawiliśmy cały majdan. O 17.00 „Pearl Of Scandinavia” majestatycznie odbija od nabrzeża. Po minięciu Drøbak odwiedzamy sklep wolnocłowy. Wieczorem zaś, po kolacji, sadowimy się w klubie na rufie, gdzie rozpoczyna się koncert, a pierwsi rozochoceni wikingowie ruszają na parkiet. Środa, godz. 09.30, Kopenhaga Po raz drugi bawimy w stolicy Danii. Tym razem zamierzamy odwiedzić browar Carlsberg i popływać kanałami. Dojazd do browaru zajmuje jakieś 30 min. Wędrówka chmielowym szlakiem – około półtorej godziny, łącznie z degustacją wyśmienitych, tradycyjnych piw. Lekko zdopingowani procentami, co rowerzystom w Danii jest wybaczane, wracamy do centrum. Przy Gamle Stand łapiemy łódź turystyczną, by z wodnej perspektywy przyjrzeć się Kopenhadze. W czasie 75-minutowego rejsu po kanałach łódź wpływa do Nyhavn, okrąża wyspę Holmen, cumuje obok Opery i Czarnego Diamentu – Biblioteki Królewskiej. Zaiste, warto wydać te 30 DKK! Jeszcze przejazd rowerami do Ogrodów Królewskich i pałacu Rosenberg, a potem znów nabrzeże Langelinie, Syrenka i terminal. Godz. 20.00, „Pomerania” Cumy na pokładzie, kurs na Świnoujście. Tym razem „Pomerania” płynie blisko brzegu wyspy Amager. Świetnie widać stąd kopenhaskie lotnisko Kastrup, a tuż nad głowami podchodzą do lądowania potężne maszyny. Idziemy coś przekąsić i wydać ostatnie korony w promowych sklepach. Zmęczenie powoli daje znać o sobie. Czwartek, godz. 8.30, Świnoujście Podniesiona furta dziobowa „Pomeranii” na świnoujskim terminalu zwiastuje koniec naszej czterodniowej eskapady. Zwiedziliśmy dwie skandynawskie stolice, spędziliśmy na morzu ponad 50 godzin, przepłynęliśmy 1500 km i przejechaliśmy 60 km na rowerach. Rejs do Oslo via Kopenhaga polecamy wszystkim – zwłaszcza rowerzystom. A wszystko w cenie już od 499 zł za osobę...
|